piątek, 31 sierpnia 2012

Miś Natsuo.

    Stała w progu pokoju, całkowicie przemoknięta. Różowa koszulka z kołnierzem przykleiła się jej do skóry, a spod sznurowanych butów wypływała woda. Natychmiast sięgnąłem po ręcznik i klęknąłem, by móc osuszyć jej już lekko pofalowane włosy. 
- Kasumi, gdzie ty byłaś? Zniknęłaś mi z oczu – starałem się silić na spokojny ton głosu. 
Tak przecież rozmawia się z dziećmi, a przynajmniej to mi podpowiedziała znajoma... Dziewczynka natomiast tylko zmierzyła mnie zimnym wzrokiem. Miała cztery lata, a jej długotrwałe spojrzenie powodowało krótkotrwały paraliż. Słowa jakby niknęły w ustach i sam nie wiedziałeś, czy masz ją przytulić, a może zacząć się bronić.
Zgadza się... Ona zawsze taka była.
   Przewracam kolejną stronę gazety. Cisza przyjemnie pieści moje uszy. Do nozdrzy dochodzi zapach dopiero co kwitnącego kwiecia, wszystko jest takie przyjemne. Nie, jednak nie. Wstaję z bujanego fotela, przez to wszystko czuję się jakby starszy o kilkanaście lat. Czas znów wejść po spróchniałych schodach. Potem tylko wystarczy przekręcić klamkę, chwila zawodzenia drzwi i...
- Zobacz, co wujek ci kupił. - Uśmiechnąłem się i podniosłem z fotela pluszowego, o mlecznej sierści misia.
Dzieci lubią prezenty, myślę, że to dobry pomysł” - tymi słowami Mayumi starała się mnie pocieszyć, więc i teraz ja powtarzałem je w swojej głowie, by zachować optymizm. Oczywiście, spotkałem się z brakiem reakcji. Siedzieliśmy na ziemi, naprzeciwko siebie.
- Zobacz, jaki sympatyczny. - Potrząsnąłem łapką zabawki w geście przywitania. - Może jakoś go nazwiesz?
Milczała. Wpatrywała się we mnie wciąż w ten sam sposób. Przecież dziecko nie mogłoby tak mocno nienawidzić. Zwłaszcza za nic. Podsunąłem jej pluszaka niemal pod sam nos.
- To jak? Może Toru?
Nic. Znów zacząłem pocierać paznokciem o serdeczny palec. 
 - Natsuo – powiedziała.
Zdziwiłem się tym, że tak nagle przemówiła. Uśmiechnąłem się szeroko, ale byłem nieco zakłopotany.
- Natsuo? To przecież zupełnie jak wujek.
- Natsuo – powtórzyła i powędrowała do swojego pokoju. 
   Znajdowałem się już za drzwiami. Pachniało w tym miejscu stęchlizną a całość była zakurzona. Kichnąłem, potem jeszcze raz. Cholerna alergia wpędzi mnie do grobowej deski. Po chwili otrząsnąłem się, to określenie było wyjątkowo nie na miejscu. Z biurka podniosłem wazon i przechyliłem go. Na otwartą dłoń wypadł klucz. Schyliłem się pomimo pewnego bólu w kręgosłupie i przekręciłem zamek w szafce. Znajdowało się tam jedno, jedyne pudło. Odgarnąłem wierzchnią warstwę kurzu i przetarłem twarz. Skóra zaczynała mnie już piec. Z kartonu wyślizgnęła się kartka. Jedna spośród miliona.
Jej skóra parzyła. Była cała czerwona. Ale to było za mało. Te kilka śladów, sińców w okolicy żeber, to wszystko nic nie znaczyło. Ona jeszcze niczego się nie nauczyła. Odwinęłam więc szmatkę, w którą zawinięta była rozgrzana żarówka. To też nie było jeszcze to.
Zrobiło mi się niedobrze. Zachwiałem się i upadłem na podłogę. Złapałem kilka głębszych wdechów, ale w ustach i tak już czułem kwaśny posmak. Zaraz zwymiotuję, ale nie mogę przestać czytać. To moja kara. Biorę jednak już inny list, wiedziałem, że obecny zawierał w sobie już tylko słowa szaleńca upojonego bólem jazgoczącej ofiary.
Dzisiejszy dzień był trudny. Nie potrafię już znieść jej jęków, możliwe, że większość z nich w obecnej sytuacji sobie uroiłam. Zakneblowane usta przecież nie mogą wydawać tych wrzasków, a przecież słyszę je, noc w noc, noc w noc. Nie raz zgrzytam zębami, wręcz dostaję dreszczy. Ta cholerna dziewczyna kiedyś mnie wykończy! Nie wystarcza mi już kawa, co powinnam zrobić, by wreszcie zamilkła?Wieczorem wybieram się do tego obcokrajowca, Davida. Nie lubię go słuchać, zapatrzony w sobie dupek z Europy, ale nie mam wyboru. W innym wypadku nie spłacę czynszu. Nawet do pracy nie mogę już pójść przez Aiko. Tak bardzo się dla niej poświęcam.
Początkowo zaśmiałem się krótko pod nosem, potem już zaniosłem się histerycznym śmiechem. Poświęcenie? Naprawdę? Nie wierzę, że to napisałaś. Niemniej, czego mogłem się po tobie spodziewać? Zawsze żyłaś we własnym świecie. W którym to ty byłaś tą dobrą, zdrową jednostką żyjącą pośród zawadzających, idiotycznych szkodników. Nagle, silniejszy podmuch wiatru rozwarł na oścież okno. Oczywiście, nie było w tym nic niezwykłego, ale poczułem się w tym miejscu jeszcze gorzej niż przed chwilą. Zwłaszcza przez to, iż promienie słoneczne oświetliły kartony pełne zabawek. W dodatku jeszcze te paskudne, oszpecone lalki i misia. Misia Natsuo.
   Sięgnąłem po butelkę wina i nalałem sobie kolejną porcję trunku. Pijałem samotnie, możliwe, że przeradzało się już to w nawyk, a wiedziałem przecież dobrze, jak to wygląda. W końcu posiadałem rodziców alkoholików. Posiadałem? Nie to, że umarli, kontakt zwyczajnie zamarł, choć w sumie, czy on kiedykolwiek istniał? Jakby nie było, nie ważne. Teraz wiem, jak to jest, sięgałem po to, choć nie odczuwałem z tego żadnej przyjemności. Obecnie, był to tylko środek odurzający, pozwalający zapomnieć, sprawić, że wszystko przemykało koło mnie. Nie miałem bezpośredniego styku z problemami. Jeden z nich, nazywał się Kasumi. Na ekranie telewizora wyświetlały się wieczorne wiadomości. Krótko obcięta brunetka mówiła z niezachwianym spokojem na twarzy o kolejnych tragediach obejmujących naszych sąsiadów. To takie nieprawdopodobne, jak bardzo człowiek potrafi być zimny i obojętny, dopóki omawiana tragedia nie trafi do jego domu. W zasadzie i mnie to wszystko nie interesowało, jedynie wydłużałem sobie czas przed pójściem do pokoju bratanicy i czekania w nim, dopóki nie zaśnie. Nie wiem nawet, czy przez to byłem okrutny. W końcu niechętnie podniosłem się, by następnie móc skierować swoje kroki w stronę nieuniknionego. Dziewczynka leżała już w łóżku, obok na poduszce spoczywał mlecznobiały miś. Uśmiechnąłem się mimowolnie. Przyjęła go.
 - To co, Kasumi, co dzisiaj czytamy?
Usiadłem na krańcu łóżka, licząc na inną odpowiedź niż zawsze.
 - Jaś i Małgosia – oznajmiła, bez większej reakcji. 
 - Naprawdę? Zdziwiłaś mnie. 
Nie czytaliśmy nawet typowo japońskich bajek. Zawsze ta sama. Zawsze. Ewentualnie pokrewna, typu Czerwony Kapturek. Nie chodziło o to, że była już nudna i mógłbym ją wyrecytować z pamięci. Zwyczajnie fragmenty, w których były przetrzymywane i straszone dzieci albo moment, w którym zabijano złą Babę Jagę, to wszystko nie powodowało w niej strachu jak u każdego dziecka. Wtedy wykrzywiała swoje usteczka w makabrycznym uśmieszku i nawet jej oczy pobłyskiwały w dziwny sposób. Dziecko, którego nie można było w żaden sposób pokochać.
Taka jest i przyznaję się do tych myśli.
   Wyciągam z pudła pluszaka. Spogląda na mnie swoim smutnym spojrzeniem guzikowych oczu, zupełnie jakby czuł. Czekał i pamiętał, co się z nim stało. Ja też to pamiętam i spoglądam z pewnym strachem na jego brzuszek. Cały rozcięty, reszta starej waty wychodzi z niego.
Obudziłem się. Tym razem nie z jej powodu, choć byłem na to przygotowany. Mam jakieś dziwne przeczucie, a może to tylko pozostały strach po koszmarze? Śniły mi się okropne, przerażające rzeczy, których nawet nie jestem wstanie wspomnieć. Pewnie to i lepiej. Poszedłem w stronę łazienki, chcąc przemyć twarz. Boję się jak dziecko. Otworzyłem drzwi i namacałem włącznik światła. Natychmiastowo zmrużyłem oczy i zasłoniłem twarz dłońmi. Po chwili jednak zobaczyłem to, co jak sądzę, miałem. Do lampy za pomocą sznurówki przywieszony był miś. Jego zwieszony pyszczek, rozpruty brzuch, całość tworzyło obraz makabrycznego, zabawkowego wisielca. Pod nim wciąż stało krzesło, na którym ułożony był stos książek. Mimowolnie wydałem zduszony krzyk.
- Natsuo płacze? - Usłyszałem za sobą dziecięcy głosik. 
Nie wiedziałem, do którego z nas to pytanie było skierowane.
---
Jako, że z internetem teraz różnie, nie wiem jak będzie z publikacją i czytaniem do 10. Postaram się jednak być u Was na bieżącą : ).