Stała w progu pokoju, całkowicie
przemoknięta. Różowa koszulka z kołnierzem przykleiła się jej
do skóry, a spod sznurowanych butów wypływała woda. Natychmiast
sięgnąłem po ręcznik i klęknąłem, by móc osuszyć jej już
lekko pofalowane włosy.
- Kasumi, gdzie ty byłaś?
Zniknęłaś mi z oczu – starałem się silić na spokojny ton
głosu.
Tak przecież rozmawia się z
dziećmi, a przynajmniej to mi podpowiedziała znajoma... Dziewczynka
natomiast tylko zmierzyła mnie zimnym wzrokiem. Miała cztery lata,
a jej długotrwałe spojrzenie powodowało krótkotrwały paraliż.
Słowa jakby niknęły w ustach i sam nie wiedziałeś, czy masz ją
przytulić, a może zacząć się bronić.
Zgadza się... Ona zawsze taka była.
Przewracam
kolejną stronę gazety. Cisza przyjemnie pieści moje uszy. Do
nozdrzy dochodzi zapach dopiero co kwitnącego kwiecia, wszystko jest
takie przyjemne. Nie, jednak nie. Wstaję z bujanego fotela, przez to
wszystko czuję się jakby starszy o kilkanaście lat. Czas znów
wejść po spróchniałych schodach. Potem tylko wystarczy przekręcić
klamkę, chwila zawodzenia drzwi i...
- Zobacz, co wujek ci kupił. - Uśmiechnąłem się i podniosłem z fotela pluszowego, o mlecznej sierści misia.
„Dzieci lubią prezenty, myślę,
że to dobry pomysł” - tymi słowami Mayumi starała się mnie
pocieszyć, więc i teraz ja powtarzałem je w swojej głowie, by
zachować optymizm. Oczywiście, spotkałem się z brakiem reakcji.
Siedzieliśmy na ziemi, naprzeciwko siebie.
- Zobacz, jaki sympatyczny. -
Potrząsnąłem łapką zabawki w geście przywitania. - Może jakoś
go nazwiesz?
Milczała. Wpatrywała się we mnie
wciąż w ten sam sposób. Przecież dziecko nie mogłoby tak mocno
nienawidzić. Zwłaszcza za nic. Podsunąłem jej pluszaka niemal pod
sam nos.
- To jak? Może Toru?
Nic. Znów zacząłem pocierać
paznokciem o serdeczny palec. - Natsuo – powiedziała.
Zdziwiłem się tym, że tak nagle przemówiła. Uśmiechnąłem się szeroko, ale byłem nieco zakłopotany.
- Natsuo? To przecież zupełnie
jak wujek.
- Natsuo – powtórzyła i
powędrowała do swojego pokoju. Znajdowałem się już za drzwiami. Pachniało w tym miejscu stęchlizną a całość była zakurzona. Kichnąłem, potem jeszcze raz. Cholerna alergia wpędzi mnie do grobowej deski. Po chwili otrząsnąłem się, to określenie było wyjątkowo nie na miejscu. Z biurka podniosłem wazon i przechyliłem go. Na otwartą dłoń wypadł klucz. Schyliłem się pomimo pewnego bólu w kręgosłupie i przekręciłem zamek w szafce. Znajdowało się tam jedno, jedyne pudło. Odgarnąłem wierzchnią warstwę kurzu i przetarłem twarz. Skóra zaczynała mnie już piec. Z kartonu wyślizgnęła się kartka. Jedna spośród miliona.
Jej skóra parzyła. Była cała
czerwona. Ale to było za mało. Te kilka śladów, sińców w
okolicy żeber, to wszystko nic nie znaczyło. Ona jeszcze niczego
się nie nauczyła. Odwinęłam więc szmatkę, w którą zawinięta
była rozgrzana żarówka. To też nie było jeszcze to.
Zrobiło mi się
niedobrze. Zachwiałem się i upadłem na podłogę. Złapałem kilka
głębszych wdechów, ale w ustach i tak już czułem kwaśny posmak.
Zaraz zwymiotuję, ale nie mogę przestać czytać. To moja kara.
Biorę jednak już inny list, wiedziałem, że obecny zawierał w
sobie już tylko słowa szaleńca upojonego bólem jazgoczącej
ofiary.
Dzisiejszy dzień był trudny. Nie
potrafię już znieść jej jęków, możliwe, że większość z
nich w obecnej sytuacji sobie uroiłam. Zakneblowane usta przecież
nie mogą wydawać tych wrzasków, a przecież słyszę je, noc w
noc, noc w noc. Nie raz zgrzytam zębami, wręcz dostaję dreszczy.
Ta cholerna dziewczyna kiedyś mnie wykończy! Nie wystarcza mi już
kawa, co powinnam zrobić, by wreszcie zamilkła?Wieczorem wybieram
się do tego obcokrajowca, Davida. Nie lubię go słuchać,
zapatrzony w sobie dupek z Europy, ale nie mam wyboru. W innym
wypadku nie spłacę czynszu. Nawet do pracy nie mogę już pójść
przez Aiko. Tak bardzo się dla niej poświęcam.
Początkowo
zaśmiałem się krótko pod nosem, potem już zaniosłem się
histerycznym śmiechem. Poświęcenie? Naprawdę? Nie wierzę, że to
napisałaś. Niemniej, czego mogłem się po tobie spodziewać?
Zawsze żyłaś we własnym świecie. W którym to ty byłaś tą
dobrą, zdrową jednostką żyjącą pośród zawadzających,
idiotycznych szkodników. Nagle, silniejszy podmuch wiatru rozwarł
na oścież okno. Oczywiście, nie było w tym nic niezwykłego, ale
poczułem się w tym miejscu jeszcze gorzej niż przed chwilą.
Zwłaszcza przez to, iż promienie słoneczne oświetliły kartony
pełne zabawek. W dodatku jeszcze te paskudne, oszpecone lalki i
misia. Misia Natsuo.
Sięgnąłem
po butelkę wina i nalałem sobie kolejną porcję trunku. Pijałem
samotnie, możliwe, że przeradzało się już to w nawyk, a
wiedziałem przecież dobrze, jak to wygląda. W końcu posiadałem
rodziców alkoholików. Posiadałem? Nie to, że umarli, kontakt
zwyczajnie zamarł, choć w sumie, czy on kiedykolwiek istniał?
Jakby nie było, nie ważne. Teraz wiem, jak to jest, sięgałem po
to, choć nie odczuwałem z tego żadnej przyjemności. Obecnie, był
to tylko środek odurzający, pozwalający zapomnieć, sprawić, że
wszystko przemykało koło mnie. Nie miałem bezpośredniego styku z
problemami. Jeden z nich, nazywał się Kasumi. Na ekranie telewizora
wyświetlały się wieczorne wiadomości. Krótko obcięta brunetka
mówiła z niezachwianym spokojem na twarzy o kolejnych tragediach
obejmujących naszych sąsiadów. To takie nieprawdopodobne, jak
bardzo człowiek potrafi być zimny i obojętny, dopóki omawiana
tragedia nie trafi do jego domu. W zasadzie i mnie to wszystko nie
interesowało, jedynie wydłużałem sobie czas przed pójściem do
pokoju bratanicy i czekania w nim, dopóki nie zaśnie. Nie wiem
nawet, czy przez to byłem okrutny. W końcu niechętnie podniosłem
się, by następnie móc skierować swoje kroki w stronę
nieuniknionego. Dziewczynka leżała już w łóżku, obok na
poduszce spoczywał mlecznobiały miś. Uśmiechnąłem się
mimowolnie. Przyjęła go.
- To co,
Kasumi, co dzisiaj czytamy?
Usiadłem na
krańcu łóżka, licząc na inną odpowiedź niż zawsze.
- Jaś i
Małgosia – oznajmiła, bez większej reakcji.
- Naprawdę?
Zdziwiłaś mnie.
Nie czytaliśmy
nawet typowo japońskich bajek. Zawsze ta sama. Zawsze. Ewentualnie
pokrewna, typu Czerwony Kapturek. Nie chodziło o to, że była już
nudna i mógłbym ją wyrecytować z pamięci. Zwyczajnie fragmenty,
w których były przetrzymywane i straszone dzieci albo moment, w
którym zabijano złą Babę Jagę, to wszystko nie powodowało w
niej strachu jak u każdego dziecka. Wtedy wykrzywiała swoje
usteczka w makabrycznym uśmieszku i nawet jej oczy pobłyskiwały w
dziwny sposób. Dziecko, którego nie można było w żaden sposób
pokochać.
Taka jest i
przyznaję się do tych myśli.
Wyciągam z pudła
pluszaka. Spogląda na mnie swoim smutnym spojrzeniem guzikowych
oczu, zupełnie jakby czuł. Czekał i pamiętał, co się z nim
stało. Ja też to pamiętam i spoglądam z pewnym strachem na jego
brzuszek. Cały rozcięty, reszta starej waty wychodzi z niego.
Obudziłem
się. Tym razem nie z jej powodu, choć byłem na to przygotowany.
Mam jakieś dziwne przeczucie, a może to tylko pozostały strach po
koszmarze? Śniły mi się okropne, przerażające rzeczy, których
nawet nie jestem wstanie wspomnieć. Pewnie to i lepiej. Poszedłem w
stronę łazienki, chcąc przemyć twarz. Boję się jak dziecko.
Otworzyłem drzwi i namacałem włącznik światła. Natychmiastowo
zmrużyłem oczy i zasłoniłem twarz dłońmi. Po chwili jednak
zobaczyłem to, co jak sądzę, miałem. Do lampy za pomocą
sznurówki przywieszony był miś. Jego zwieszony pyszczek, rozpruty
brzuch, całość tworzyło obraz makabrycznego, zabawkowego
wisielca. Pod nim wciąż stało krzesło, na którym ułożony był
stos książek. Mimowolnie wydałem zduszony krzyk.
- Natsuo
płacze? - Usłyszałem za sobą dziecięcy głosik.
Nie wiedziałem,
do którego z nas to pytanie było skierowane.
---
Jako, że z internetem teraz różnie, nie wiem jak będzie z publikacją i czytaniem do 10. Postaram się jednak być u Was na bieżącą : ).