Ty mnie znalazłaś.
Zrodziła ją w bólu. Krzyki
mogłyby rozerwać samą matkę od środka, ale nie czuła zmęczenia.
Jestem pewien, że już wtedy i ona to poczuła. Iż te boleści,
rumor i zwrócenie wszelkiej uwagi na jeden punkt, to wszystko
królowało nad wszelkimi dobrodziejstwami świata w maleńkim
świecie tego dziecka. Bo od początku do końca, był on bardzo
zamknięty, skierowany w jedną stronę. Nie oznaczało to jednak, że
jego wpływy były równie krótkodystansowe. Gdybym miał opisać to
działanie, wpływ jej władzy, najlepszym odpowiednikiem byłaby
zwykła sieć rybacka. Atakująca w najmniej spodziewanym momencie,
tłamsząca, w ostatnim kroku śmiertelna.
Jeśli chodzi o żywot Kasumi przez
połączeniem naszych dróg, to jest to niemal wszystko. Jej
narodziny były piekłem, a właściwie dopiero zapowiedzią
nachodzących nieszczęść. Rodzicielka zmarła zaledwie dwa dni po
porodzie, potem i ojca spotkała kara. Wypadek samochodowy i to w
jednej z najspokojniejszych dzielnic. Co najgorsze, wszystko było
prawdą, choć poziom zgryzoty był równie wysoki co w nie jednej
książce kryminalnej. Właśnie odłożyłem jedną z nich i
zacząłem ślepo wpatrywać się w białą, otynkowaną ścianę.
Powieki stawały się coraz cięższe, zmęczenie dawało o sobie we
znaki. Od ilu dni już nie spałem? Dwa, trzy? Ten lęk, paskudny lęk
zadomowił się w moim oziębłym sercu, pokazując, że nawet je
można jeszcze skutecznie ukłuć.
Miałem wówczas dwadzieścia
sześć lat. Co miałem? Praca, która miała miała być
odzwierciedleniem moich marzeń, stała się tylko częścią szarej
codzienności. Kobiety? Dość śmieszne pytanie. Owszem, przewinęło
się ich wiele, może trochę mniej, w zasadzie kilka. Wiele z nich
kompletnie nic nie wniosło do mojego życia, nawet nie zdążyło.
Nie traktowałem żadnej na poważnie? Sam nie wiem, będąc
człowiekiem o takiej naturze, oczywiście bym zaprzeczył, ale teraz
odpowiedź już nie jest taka prosta. Dbałem o ich szczęście,
chciałem móc przywyknąć do obecności każdej z nich. Może
właśnie w tym tkwił problem. Chodziło o przyzwyczajenie, nie
byłem gotowy na tą wielką, głoszoną przez innych miłość.
Rodzina, dom, bliskość? Obce słowa, które zarówno kusiły jak i
zatruwały myśli. Z przyjaciółmi, znajomymi było różnie.
Ogólnie jednak zawsze lgnąłem do ludzi. Wtedy mogłem zapomnieć o
tym, co siedzi we mnie samym. Chciałem się realizować, ale jeszcze
nie miałem pomysłu jak i gdy wreszcie zebrałem się na odwagę, by
zacząć coś działać w tym kierunku, pojawiło się dziecko... Nie
moje, z którym nie miałem żadnej więzi. Bratanica. Nie
potrzebowałem jej, nie chciałem, miała w sobie tyle nieznanego co
słowo „rodzina”. Miała cztery lata, zarumienioną buzię i
sukienkę w polne kwiaty.
Budzę
się pod wpływem nagłego impulsu, zupełnie jakby ktoś ukłuł
mnie szpilką. Rozglądam się po pokoju, otwieram usta, by
wypowiedzieć to imię, ale moje wargi, gardło, wszystko jest
zaschnięte. Więc nie próbuję dalej i wiem, że już nie zasnę.
Przełączam
kanały, starannie wyszukując te z informacjami. Nie umiem sobie
odpowiedzieć na to, czemu to robię. Gdybym ją tam zobaczył,
poczułbym jedynie ból, złość i strach, że ktoś nas skojarzy ze
sobą. Z drugiej strony, wiedziałbym, że żyje...
Znów budzi mnie o pierwszej w
nocy. Zwyczajnie stoi nade mną i czeka na to, aż zrobię to, co
chce.
- O co chodzi, skarbie? - pytam,
zdzierając już sobie paznokciem skórę z serdecznego palca u
prawej ręki.
Mój zły tik, nawyk, którego nie
kontroluję. Brązowowłosa nie odpowiada. Pomimo swojego wieku mało
mówi. Jest cicha, choć z pewnością niedyskretna. Jeszcze nigdy
nie nazwała mnie wujkiem. Wzdycham więc tylko i wstaję, by
następnie skierować swoje kroki za nią. Znów zmoczyła łóżko.
Nie mam siły mówić jej, by tego nie robiła. Nie chodzi o to, że
ona tego nie chce. Czuję, że robi to z premedytacją. Zwariowałem?
Może.
Na
fotelu przeczekałem całą noc. Nastał już świt, wyszedłem na
werandę, by móc podziwiać piękno wschodu słońca. Patrzyłem na
niego, a jednak nie widziałem. Kasumi, była jak mgła. Cóż za
perfekcyjnie dobrane imię. Zaśmiałem się krótko. Moją twarz,
gdzieniegdzie już przerzedzoną zmarszczkami otulił wiatr. Zawsze
lubiłem myśleć, że to ona. Bo w rzeczywistości, przysłaniała
świat innym, zupełnie jak koc. A także równie dobrze, mogła
udusić.